Blog > Komentarze do wpisu
Nie drażnić czarowników! (2)

Sen Kuby przerwało popiskiwanie budzika. Na zewnątrz budził się szary, zwykły poranek. Teresa podniosła się pierwsza. „Jak mi nie chce się iść do pracy” – powiedziała ziewając. Wsadziła głowę do pokoju dzieci. „Marcin, wstawaj!” – powiedziała nieco podnosząc ton głosu. „O! A Ania już nie śpi? A kiedy to wstałaś?” – uśmiechnęła się głosem do drugiego dziecka. Jakub ciężko dźwignął się z łóżka. Po wczorajszym dniu trochę bolała go głowa. Ciężkim krokiem udał się do łazienki po drodze dostrzegając, że Teresa jest w kuchni i robi śniadanie. Na patelni już skwierczały sadzone jajka, a na stole stał pokrojony chleb. Jakub wlokąc się dalej w stronę łazienki westchnął „O Boże... Znowu do pracy...”.
Po wyjściu z łazienki Jakub wszedł do kuchni. Teresa zdążyła już usmażyć jajka, a na stole pojawiło się też kilka nowych produktów. Mała Ania siedziała już przy stole pałaszując jakąś kromkę z dżemem. „Gdzie Marcin?” – spytał Jakub. Teresa krzyknęła: „Marcin! Wstawaj! Bo spóźnisz się do szkoły”. Marcin nie wychodził z pokoju, więc Teresa poszła tam z zamiarem obudzenia go w mniej przyjemny sposób. „Mamusiu, brzuch mnie boli” – wystękał Marcin. Teresa uklękła przy nim i położyła rękę na czole. „No ładnie, masz gorączkę” – powiedziała zatroskanym głosem – „Nie pójdziesz dziś do szkoły, napiszę ci usprawiedliwienie”. „Cholera” – dodała już tak jakby mniej w stronę dziecka – „Będę musiała zostać w domu”.
Po śniadaniu Jakub wziął Anię i pojechał z nią do przedszkola. Normalnie robiła to Teresa, ale teraz została w domu, więc to na niego spadł ten obowiązek. Spod przedszkola pojechał do pracy. Przewidywał, że na drodze przyjdzie mu odstać swoje w ogromnym korku i nie pomylił się. Normalnie omijał te okolice szerokim łukiem, ale dziś było to po prostu nieekonomiczne. Zgodnie z przewidywaniami spóźnił się do biura o blisko pół godziny. Na progu dopadł go surowy wzrok Marka, kierownika. To spojrzenie mówiło samo za siebie: „Stary, oby tak dalej, a nie będzie premii w tym miesiącu”. Jakub mamrocząc pod nosem jakieś usprawiedliwienie i przeprosiny usiadł na swoim miejscu. Włączył komputer, wziął do ręki telefon i zadzwonił do pierwszego klienta ze swojej listy. „Dzień dobry! Czy mógłbym...”.
Tak minął dzień w biurze. Po drodze do domu trzeba było zabrać Anię z przedszkola. Znowuż odstał swoje w korku, który tym razem tworzył się w drugą stronę, ponieważ wszyscy, tak jak on, wracali ze śródmieścia z biur i zakładów do domów. Później krótka droga do domu. Na progu mieszkania powitała ich zmęczona Teresa. Spojrzała na Jakuba matowym wzrokiem: „Bosze... Co za dzień. Ten tylko wymiotuje i wymiotuje”. Ania swoim piskliwym głosem obwieściła „A u nas w przedśkolu był budyń na podwiećorek!”. Ech ten entuzjazm dzieci. W domu panował nieopisany chaos. Zawsze było tak, gdy Teresa przynosiła pracę z biura. Wszędzie walały się papiery, na stole stał włączony komputer, a Teresa dalej była w jakiejś nocnej koszuli, do której dodała tylko sweterek. Wyglądała tak, jakby przed chwilą podniosła się z łóżka. „Jak jesteś głodny, to weź sobie coś do jedzenia” – rzuciła przez ramię – „Ja nie mam czasu. Obiad będzie gdzieś koło szóstej”. Jakub ciężko zapadł się w fotelu. Za oknem zaczął padać deszcz.
Sen Kuby przerwało popiskiwanie budzika. Na zewnątrz budził się szary, zwykły poranek. Teresa podniosła się pierwsza. „Jak mi nie chce się iść do pracy” – powiedziała ziewając. Następnie wsadziła głowę do pokoju dzieci. „Marcin, wstawaj!” – powiedziała nieco podnosząc ton głosu. „O! A Ania już nie śpi? A kiedy to wstałaś?” – uśmiechnęła się głosem do drugiego dziecka. Jakub ciężko dźwignął się z łóżka. Po wczorajszym dniu trochę bolała go głowa. Ciężkim krokiem udał się do łazienki po drodze dostrzegając, że Teresa jest w kuchni i robi śniadanie. Na patelni już skwierczały sadzone jajka, a na stole stał pokrojony chleb. Jakub wlokąc się dalej w stronę łazienki westchnął „O Boże... Znowu do pracy...”.
Po wyjściu z łazienki Jakub wszedł do kuchni. Teresa zdążyła już usmażyć jajka, a na stole pojawiło się też kilka nowych produktów. Mała Ania siedziała już przy stole pałaszując jakąś kromkę z dżemem. „Gdzie Marcin?” – spytał Jakub. Teresa krzyknęła: „Marcin! Wstawaj! Bo spóźnisz się do szkoły”. Marcin nie wychodził z pokoju, więc Teresa poszła tam z zamiarem obudzenia go w mniej przyjemny sposób. „Mamusiu, brzuch mnie boli” – wystękał Marcin. Teresa uklękła przy nim i położyła rękę na czole. „No ładnie, masz gorączkę” – powiedziała zatroskanym głosem – „nie pójdziesz dziś do szkoły, napiszę Ci usprawiedliwienie”. „Cholera” – dodała już tak jakby mniej w stronę dziecka – „będę musiała zostać w domu”.
Po śniadaniu Jakub wziął Anię i pojechał z nią do przedszkola. Normalnie robiła to Teresa, ale teraz została w domu, więc to na niego spadł ten obowiązek. Spod przedszkola pojechał do pracy. Przewidywał, że na drodze przyjdzie mu odstać swoje w ogromnym korku i nie pomylił się. Normalnie omijał te okolice szerokim łukiem, ale dziś było to po prostu nieekonomiczne. Zgodnie z przewidywaniami spóźnił się do biura o blisko pół godziny. Na progu dopadł go surowy wzrok Marka, kierownika. To spojrzenie mówiło samo za siebie: „Stary, oby tak dalej, a nie będzie premii w tym miesiącu”. Jakub mamrocząc pod nosem jakieś usprawiedliwienie i przeprosiny usiadł na swoim miejscu. Włączył komputer, wziął do ręki telefon i zadzwonił do pierwszego klienta ze swojej listy. „Dzień dobry! Czy mógłbym...”.
Tak minął dzień w biurze. Po drodze do domu trzeba było zabrać Anię z przedszkola. Znowuż odstał swoje w korku, który tym razem tworzył się w drugą stronę, ponieważ wszyscy, tak jak on, wracali ze śródmieścia z biur i zakładów do domów. Później krótka droga do domu. Na progu mieszkania powitała ich zmęczona Teresa. Spojrzała na Jakuba matowym wzrokiem: „Bosze... Co za dzień. Ten tylko wymiotuje i wymiotuje”. Ania swoim piskliwym głosem obwieściła „A u nas w przedśkolu był budyń na podwiećorek!”. Ech ten entuzjazm dzieci... W domu panował nieopisany chaos. Zawsze było tak, gdy Teresa przynosiła pracę z biura. Wszędzie walały się papiery, na stole stał włączony komputer, a Teresa dalej była w jakiejś nocnej koszuli, do której dodała tylko sweterek. Wyglądała tak, jakby przed chwilą podniosła się z łóżka. „Jak jesteś głodny, to weź sobie coś do jedzenia” – rzuciła przez ramię – „Ja nie mam czasu”. Obiad będzie gdzieś koło szóstej. Jakub ciężko zapadł się w fotelu. Za oknem zaczął padać deszcz.
Sen Kuby przerwało popiskiwanie budzika. Na zewnątrz budził się szary, zwykły poranek. Teresa podniosła się pierwsza. „Jak mi nie chce się iść do pracy” – powiedziała ziewając. Następnie wsadziła głowę do pokoju dzieci. „Marcin, wstawaj!” – powiedziała nieco podnosząc ton głosu. „O! A Ania już nie śpi? A kiedy to wstałaś?” – uśmiechnęła się głosem do drugiego dziecka. Jakub ciężko dźwignął się z łóżka. Po wczorajszym dniu trochę bolała go głowa. Ciężkim krokiem udał się do łazienki po drodze dostrzegając, że Teresa jest w kuchni i robi śniadanie. Na patelni już skwierczały sadzone jajka, a na stole stał pokrojony chleb. Jakub wlokąc się dalej w stronę łazienki westchnął „O Boże... Znowu do pracy...”.
Po wyjściu z łazienki Jakub wszedł do kuchni. Teresa zdążyła już usmażyć jajka, a na stole pojawiło się też kilka nowych produktów. Mała Ania siedziała już przy stole pałaszując jakąś kromkę z dżemem. „Gdzie Marcin?” – spytał Jakub. Teresa krzyknęła: „Marcin! Wstawaj! Bo spóźnisz się do szkoły”. Marcin nie wychodził z pokoju, więc Teresa poszła tam z zamiarem obudzenia go w mniej przyjemny sposób. „Mamusiu, brzuch mnie boli” – wystękał Marcin. Teresa uklękła przy nim i położyła rękę na czole. „No ładnie, masz gorączkę” – powiedziała zatroskanym głosem – „nie pójdziesz dziś do szkoły, napiszę Ci usprawiedliwienie”. „Cholera” – dodała już tak jakby mniej w stronę dziecka – „Będę musiała zostać w domu”.
Po śniadaniu Jakub wziął Anię i pojechał z nią do przedszkola. Normalnie robiła to Teresa, ale teraz została w domu, więc to na niego spadł ten obowiązek. Spod przedszkola pojechał do pracy. Przewidywał, że na drodze przyjdzie mu odstać swoje w ogromnym korku i nie pomylił się. Normalnie omijał te okolice szerokim łukiem, ale dziś było to po prostu nieekonomiczne. Zgodnie z przewidywaniami spóźnił się do biura o blisko pół godziny. Na progu dopadł go surowy wzrok Marka, kierownika. To spojrzenie mówiło samo za siebie: „Stary, oby tak dalej, a nie będzie premii w tym miesiącu”. Jakub mamrocząc pod nosem jakieś usprawiedliwienie i przeprosiny usiadł na swoim miejscu. Włączył komputer, wziął do ręki telefon i zadzwonił do pierwszego klienta ze swojej listy. „Dzień dobry! Czy mógłbym...”.
Tak minął dzień w biurze. Po drodze do domu trzeba było zabrać Anię z przedszkola. Znowuż odstał swoje w korku, który tym razem tworzył się w drugą stronę, ponieważ wszyscy, tak jak on, wracali ze śródmieścia z biur i zakładów do domów. Później krótka droga do domu. Na progu mieszkania powitała ich zmęczona Teresa. Spojrzała na Jakuba matowym wzrokiem: „Bosze... Co za dzień. Ten tylko wymiotuje i wymiotuje”. Ania swoim piskliwym głosem obwieściła „A u nas w przedśkolu był budyń na podwiećorek!”. Ech ten entuzjazm dzieci... W domu panował nieopisany chaos. Zawsze było tak, gdy Teresa przynosiła pracę z biura. Wszędzie walały się papiery, na stole stał włączony komputer, a Teresa dalej była w jakiejś nocnej koszuli, do której dodała tylko sweterek. Wyglądała tak, jakby przed chwilą podniosła się z łóżka. „Jak jesteś głodny, to weź sobie coś do jedzenia” – rzuciła przez ramię – „Ja nie mam czasu”. Obiad będzie gdzieś koło szóstej. Jakub ciężko zapadł się w fotelu. Za oknem zaczął padać deszcz. Co jest??? - pomyślał Jakub.
Sen Kuby przerwało popiskiwanie budzika. Na zewnątrz budził się szary, zwykły poranek. Teresa podniosła się pierwsza. „Jak mi nie chce się iść do pracy” – powiedziała ziewając. „Jak mi nie chce się iść do pracy” – powiedziała ziewając. Następnie wsadziła głowę do pokoju dzieci. „Marcin, wstawaj!” – powiedziała nieco podnosząc ton głosu. „O! A Ania już nie śpi? A kiedy to wstałaś?” – uśmiechnęła się głosem do drugiego dziecka. Jakub ciężko dźwignął się z łóżka. Po wczorajszym dniu trochę bolała go głowa. Ciężkim krokiem udał się do łazienki... Do jasnej cholery!!! - wrzasnął.
Teresa wyjrzała zaskoczona z kuchni. Jakub naprędce założył na siebie jakieś ciuchy, nawet nie zwracając na nie uwagi i popędził do sklepu, o którym wiedział, że ma dobrze zaopatrzone stoisko z rybami. Miał szczęście - akurat trafił na dostawę świeżych ryb. Sprzedawca dziwnie patrzył na niego widząc pasiaste spodnie od piżamy wyzierające spod swetra. Jakub kupił trzy ogromne szczupaki, zapakował je w siatkę i pojechał nad wodę, w to miejsce, gdzie ostatnio siedział z wędką i gdzie tak opędzał się od tajemniczego indywiduum. Dotarł tam nie bez problemów. Wziął siatkę z rybami i zaczął chodzić tam i z powrotem po lesie nawołując „Hop! Hop! Halo! Jest tu kto?!”. Mijały godziny i nic się nie działo. „Szef mnie zabije” – pomyślał Jakub. Telefon leżał w domu, więc Teresa też nie wiedziała dokąd udał się w tym dziwnym stroju. Oj będzie źle - pomyślał. Jakub zrezygnowany skierował się w stronę samochodu, gdy nagle, jak poprzednio, bezszelestnie i znikąd pojawiła się obok niego starucha z postrzępionymi włosami. Tym razem Jakub nie był już dla niej taki opryskliwy:
- Zlituj się - powiedział - Ja już tak dłużej nie dam rady! Wykończę się.
- He, he - zaskrzeczała starucha - A co? Doskwiera ci nuda chłopczyku?.
- Nie dam rady - zajęczał Jakub - Proszę cię, ja już więcej nie będę. Weź rybki i zrób coś z tym.
Starucha wsadziła nos do siatki, jej nos zmarszczył się:
- Ale to ze sklepu... - zamruczała.
- No tak, ze sklepu, ale za to dzisiejsze! Świeże! Weź! Proszę!
- No nie wiem. A jak będą niedobre?
- Na pewno dobre! Pyszne! Proszę, weź!
Starucha spojrzała na niego krzywym wzrokiem. Spomiędzy jej włosów wylazł brązowy żuczek i zajął się patyczkiem wplecionym gdzieś pomiędzy skołtunione włosy.
- No dobrze, niech ci będzie – niechętnie zgodziła się starucha.
Wyjęła z kieszeni jakiś flakonik z brązowo – żółtą cieczą. Wylała parę kropel na ziemię mamrocząc coś pod nosem.
- I pamiętaj - powiedziała do Jakuba – Żebyś nigdy więcej nie drażnił czarowników. A teraz idź już sobie.
- Już? - zapytał Jakub.
- Już! Idź sobie, bo się rozmyślę - powiedziała starucha i powlokła się w stronę lasu.
Jakub popędził w stronę samochodu. Droga do domu zajęła mu tylko kilkanaście minut. Niedaleko od bloku, w którym mieszkali, samochód odmówił posłuszeństwa. Jakub poszedł do domu z drżącym sercem. Zastał puste mieszkanie, a na stole w kuchni kartkę zapisaną przez Teresę: „Gdzie znowuż się włóczysz???”...

piątek, 18 grudnia 2009, majjacek

Polecane wpisy

  • Ostatni krok

    Kiedyś, w pewnej okolicy żył potężny, acz łagodny lew. Wybrani mogli podejść i pogłaskać go po gęstej grzywie. Wszyscy go podziwiali. Ludzie zjeżdżali się z cał

  • Ostatni dzień

    Reflektory samochodu mozolnie wyłuskiwały drogę z ciemności. Piotr prawie odruchowo prowadził samochód. Droga przemierzana wiele razy wryła się w pamięć do tego

  • Bajka o liście zwierząt do zjedzenia

    Kiedyś po okolicy rozniosła się wieść, że Król Lew sporządził listę zwierząt do zjedzenia. Usłyszały o tym zwierzęta i blady strach padł na puszczę i sawannę. C